• Wpisów: 51
  • Średnio co: 35 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 19:00
  • Licznik odwiedzin: 4 459 / 1843 dni
 
lordwmordewol
 
SiewcaZwątpienia: Znasz te uczucie skręcania w środku? Mi bardziej chodzi o ten typ skręcania w środku, gdy zbiera się w tobie tyle negatywnych emocji które nie mają nigdzie ujścia. A gdy próbujesz porozmawiać z kimkolwiek na ten temat, o tym co leży Ci na sercu, że Cię boli dusza, że depresja Ci powraca, że myślisz o samobójstwie znowu, to wszyscy to zlewają. Albo przeinaczają i traktują lekceważąco. Albo gdy chcesz tylko zacząć temat to zmieniają go płynnie na coś innego. A że ty jesteś dobrym słuchaczem, to słuchasz i milczysz z smutnym uśmiechem. Przełykając te smutne swoje rzeczy, na rzecz drugiej osoby. W końcu dociera do Ciebie, że nie masz z kim porozmawiać na ten temat. Płaczesz noc w noc bo pomimo tylu osób które znasz jesteś samotny. Bo chcesz dla wszystkich dobrze. Dlatego jak idziesz do sklepu to pomimo tego podłego humoru, uśmiechasz się ciepło i życzysz "dobrego dnia" innym. W domu już nie masz siły na uśmiechanie się, ale starasz się. Aby nikogo nie martwić. W końcu jednak siły coraz bardziej Cię opuszczają. Coraz częściej myślisz o tym, aby przestać być balastem, aby przestać się męczyć, o tym ile znaczysz. Przestajesz uśmiechać się w domu, ale zaczynają pytać. Więc wymuszasz na sobie uśmiech. Nie śpisz do późna, mając nadzieję iż znajdziesz w tym wszystkim jakieś pozytywy. Coś co sprawi iż zachce Ci się żyć. Co sprawi, iż rzeczywiście poczujesz się potrzebna. Wiesz, że masz przyjaciół. Wiesz, że masz osobę która Cię kocha. Ale również wiesz, jak bezwartościową osobą jesteś.
Ogólnie, po prostu... tak mnie skręca w środku z powodu samotności, bezsilności, smutku, bo jestem niepotrzebna, bo jestem bezużyteczna, bo jestem.
Czuję się jakbym była zamknięta w jakimś odrębnym świecie. Jakby to co się dzieje tutaj i teraz mnie nie dotyczyło.
Męczę swój umysł, aby w końcu gdy kładę się spać zechciał nie skomleć tak żałośnie. Aby dusza przestała mu przeciekać przez skomlenie.
Bo powoli przestaję to znosić.
Bo powoli wymuszanie uśmiechu sprawia mi fizyczny ból.
Bo powoli po kawałeczku umieram.
Chcę zawołać żałośnie kogokolwiek, kogoś kto by w tej chwili mi pomógł. Chociażby jak reszta swojego rodzica. Ale przez moje gardło przechodzi tylko zduszone powietrze, wymieszane z niedowierzaniem i łzami.
Łzami którymi się cały czas dławię.

Nie możesz dodać komentarza.